Skąd się to bierze, że ciągnie nas do ludzi o pozornie
silnym charakterze ? Słowo pozornie, użyłam celowo, ponieważ to przejściowe
zafascynowanie, często obraca się w rozczarowanie, żal, smutek lub ból.
Większość moich znajomych szuka sobie partnerów o twardym charakterze i zarazem
ciężkiej osobowości. Nie mam nic do tego by być stabilnym i życiowo
zrównoważonym, bo to raczej zaleta i plus dla osoby, która potrafi twardo stać
na ziemi- zwyczajnie prościej takiemu żyć.Lecz czy ma to być destrukcyjne ?
Być może ta złudna nić między dwojgiem jest
odzwierciedleniem ich, przeciwieństwa, coś na zasadzie ja jestem dobra on/ona
zła, ja jestem słaba on/ona silna, ja jestem ekstrawertykiem on/ona
introwertykiem… pociąga nas, bowiem przeciwieństwo, różność, inność, której nie
znamy lub sami nie reprezentujemy.
Kontakt taki pozwala nam doświadczyć, nauczyć się,
lecz gdy w grę wchodzić zaczynają uczucia, te często kończą się prędzej czy
później rozgoryczeniem, urazą, znamieniem. Bo ?! Bo szukamy kogoś zawsze od nas
silniejszego, złudny syndrom chęci poczucia bezpieczeństwa.
Przeciwieństwa się przyciągają i chwała im za to :) ale taka relacja ma budować, wzbogacać, stanowić wypełnienie i uzupełnienie, ma dawać prawdziwość i stabilizację a nie chaos i rekonstrukcję faktów, mitów i zdarzeń hehe ;)
Przeciwieństwa się przyciągają i chwała im za to :) ale taka relacja ma budować, wzbogacać, stanowić wypełnienie i uzupełnienie, ma dawać prawdziwość i stabilizację a nie chaos i rekonstrukcję faktów, mitów i zdarzeń hehe ;)
Powiedział Ci ktoś kiedyś, że jesteś dla niego (-ej) za
dobra (-y) ? A mi tak. Poczułam się z tym niezręcznie i głupio. Jakbym była
winna temu, że obdarzam kogoś troska, szacunkiem, zrozumieniem, wsparciem,
wytrwałością, siłą czerpaną z własnego pozytywizmu itp. Zwyczajną wolnością
słowa i myśli, czynu, wyborów i zdarzeń. Nie trzymałam bata nad głową, nie żądałam
i nie oczekiwałam, gdyż jestem samodzielna i nie uzależniam nikogo od siebie i
własnego „ja”, pomimo iż mam swoje zdanie i zdrowe poczucie wartości. Są inne. Lepsze. Takie osoby, które
stawiają warunki, trzymają krótko i ograniczają. Liczą się na pierwszym miejscu
ze sobą potem z kimś. Tacy ludzie zawsze osiągają, to czego chcą, być może
nawet to imponujące, gdyż odbieramy ich za tych, przy których nam nic nie
grozi. Lecz czy to autentyczne ? Kontrolują doskonale swoje czyny i słowa.
Często manipulują do stopnia potęgi entej tak, by okazać wizualną niewinność,
niezaradność oczekując pomocy lub współczucia a przy okazji osiągają swój
założony cel –zdobywają ! Choć obserwujesz, to czujność twoja staje się uśpiona.
Wykorzystać a potem spławić gdy się znudzisz - to nadrzędna konsekwencja ich postępowania. Oby tylko wcześniej Tobie się ktoś
taki znudził. Można się spalić, raz, drugi.. potem nabiera się dystansu, zostają
blizny i uprzedzenia, aż wreszcie następuje taki moment przesilenia, gdzie
zaczynasz rozumieć sentencję spokoju. Zaczynasz szukać ciepła, stabilizacji,
wszystkiego, co wcześniej uznawałeś za nudne i mało pociągające, bo w tym nagle
dostrzegasz sens wolności i miłości. W tym miejscu znów użyję słowa -OBYŚ, miał
człowieku szczęście i przebudził się w porę, naprawiając spalone niegdyś mosty
przeszłości.
Zastanów
się jak postrzegasz swoje szczęście ? W czym widzisz realizm bytu ? Czym jest i
co dla Ciebie oznacza bezpieczeństwo, bo chyba to jest najistotniejsze w każdej
relacji, tak ? Zarówno w pracy pomiędzy współpracownikami/szefem, tak i w
rodzinie czy w życiu osobistym bądź uczuciowym. Co daje Ci stabilizację wewnętrzną ?
Czy drgania, adrenalina, stresy i ciągła niepewność ? Może zdrady, ucieczki,
kłamstwa, dziki sex „bez zabezpieczenia” ? Albo tz „wolność” (uwielbiam to
słowo) ? Czyli niezobowiązujące, luźne, lecz jakże miłe spotkania,
odziane nutką sarkazmu fałszu, ostrych pazurków i pieszczot ulotnych, które są
przejściowym etapem, do momentu zaangażowania się jednej ze stron.
Jest pewna opowieść która mi się nasunęła:
Był sobie pies, który całe życie spędził uwiązany
przy budzie na bardzo krótkim łańcuchu. Nie widział ani nie słyszał kompletnie niczego
prócz, swej starej rozpadającej się budy, miski i swego Pana, który go tylko
dobrze karmił. Był to duży i silny pies. Nigdy jednak nie został spuszczony z
łańcucha a kiedy szczekał był mocno za to przez właściciela karcony. Jednego
dnia łańcuch się urwał i pies uciekł hen hen przed siebie. Doznaje nowych
innych wrażeń życia, lecz podchodzi do tego z dużym dystansem i lękiem, skomląc
miejscami z przerażenia, będąc niepewny swego. Nie zna takiego życia, ale coraz
bardziej go to wciąga. Kuszące jest wszystko. Np suki biegające po wsiach wolno i
ciągnie go by więcej i jeszcze więcej poznawać uciech życia tego. Pies ten
jednak wychował się przy budzie i nie wie jak trzeba czy należy postępować. Korzysta
z tego, co pod łapą znajdzie, nie oddala się jednak od domu, bo inne psy wydaja
mu się przerażające i na noc wraca do swego właściciela. Mimo wszelkich uciech,
wolność swą zna i widzi tylko w łańcuchu przy budzie a nie gdy spuszczony na
luzie. Nie chce się uczyć walczyć o swój byt, mimo iż poznał już dobra tej ucieczki.
Za bardzo się boi, zła, które może na niego czyhać oraz tego, że mógłby sobie
nie poradzić. Wszystko mu się jakieś dzikie wydaje, wszak to On jednak dziki najbardziej
się staje, bo dzikości nabrał, gdy życie nieznane poznał. Gubi się, w czym i gdzie jego
dobro. Dokonuje wyboru, zbiera w sobie silę i sam zrywa się z łańcucha. Nie wytrzymał. Ucieka
tak daleko, że nikt go do tej pory nie widział.
Co cenisz, (uwaga - nie co cię pociąga) w drugim człowieku ?
Znajdując odp na te pytania zrozumiesz siebie a to bardzo
ważne !
Być może pomożesz mi odnaleźć też
odpowiedź na pytanie: - czy to ja jestem głupcem wierząc tak usilnie w człowieka, czy to
świat zwariował odwracając wyjątkowość dobra od zła ?
Dlaczego idziesz za czymś, przed czym chciałaś (-łeś) się ustrzec,
co już kiedyś posmakowałeś (-aś) i nie było zbyt dobre. Co potępił (-a) byś w kimś
innym a samemu to stosujesz ? Upodabniasz się do kogoś, kto Cię kiedyś zranił, skrzywdził a potem instynktownie wyszukujesz kogoś innego kto to znów uczyni ? Postępujesz
jak Cię przyzwyczajono, lecz teraz przecież samemu decydujesz. Wybierasz drogę
na skróty, bo wydaje się łatwiejsza a okazuje dłuższa i cięższa..
ale o tym sam
(-a) musisz się przekonać. Tylko proszę, uwierz w moje słowa jeśli w siebie nie potrafisz i w porę zawróć !!!
– nie
jesteś sam (-a) !!!
"Niektórzy po prostu są na chwilę. Może i
najważniejszą w życiu. Może tą jedyną, do której będzie wracać się przez lata,
nawet gdy pozostawione spojrzenie doszczętnie wyblaknie. Ci, którym zawdzięcza
się choć jeden wers, są pomimo. Trzeba tylko iść dalej. Po inne spojrzenia. Po
inne chwile. Po nowy początek. By nie zatracić w sobie chęci do czegoś, dzięki
czemu jesteśmy tacy, jacy jesteśmy."