piątek, 29 marca 2013

LIST MOTYWACYJNY


(kierowana prawdziwym natchnieniem sytuacyjnym)


-ktokolwiek widział ktokolwiek wie, gdzie jakaś praca uczciwa jest?




    Nam, szukającym pracy, udziela się licznych rad - jak napisać dobre CV, jak się zachowywać na rozmowie, jak odpowiadać na pytania, kiedy nie odpowiadać, jak się ubierać. Mamy się uśmiechać, nie kłamać, być punktualni, przygotowani, oryginalni i niebanalni. Można by tak wymieniać w nieskończoność, ale wszystko sprowadza się do tego, że tych porad udziela ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o tym, jak obecnie wygląda rynek pracy, same rozmowy i wreszcie potencjalni pracodawcy oraz ich zasady, a często - brak zasad. Ten ktoś pracę posiada i nie chodzi na rozmowy - ergo: nie wie, o czym mówi.

Czytamy wypowiedzi jakichś pań i panów z agencji pracy, którzy sugerują, że obecnie ludzie szukający pracy to źle ubrani idioci kompromitujący się na rozmowach. Tymczasem, gdyby skierować przenikliwe spojrzenie na tych pouczających nas, jak powinniśmy się zachowywać, rysuje się obraz zupełnego braku kompetencji ich samych wobec tematu i postawy jaką reprezentują zawodowo.

Jak ognia unikam szukania pracy przez biura i agencje pośrednictwa. Całe szczęście obecnie ich "wsparcie" zostało mocno okrojone przez same przedsiębiorstwa poszukujące pracowników. Miałam, niestety, kilka razy nieszczęście uczestniczyć w rozmowach z tz rekruterami. Doświadczyłam zatem prób wyciągania ode mnie informacji o kulisach pracy w konkurencyjnej firmie, słodkiej niewiedzy z zakresu branży do której mnie rekrutowano, obrażania mnie, traktowania z pobłażliwością i niechęcią kierunku mojego wyższego wykształcenia.

Pominę profesjonalizm zawarty w nigdy niedotrzymywanej obietnicy: "Oddzwonimy bez względu na wyniki rekrutacji". Wspomnę za to uczestnictwo w przeambitnych assessment center, gdzie nawet na najprostsze stanowisko należy robić z siebie mysz na linie, pudla na rowerku i słonia na trampolinie. Testy psycho-idiotyczne, które chyba jedyną zasadność jaką mają, to by człowiek po 45min wyszedł głupszy niż wszedł na tą tz rozmowę kwalifikacyjną. Sprzedawanie szklanki do połowy pustej, uzasadnienie, że długopisem można uratować świat przed spadającym meteorem, a wszystko po to... no właśnie, po co? Bo przecież, żeby odbierać telefony, nadawać pocztę i parzyć kawę, trzeba zostać sprawdzonym w ekstremalnych sytuacjach. Tak! Powinny się odbywać specjalne boot campy dla potencjalnych pracowników! Najwyraźniej to właśnie wieńczy sukces w tworzeniu wykwalifikowanej kadry personalnej.

Zostawmy rekruterów. Pracodawcy.
Czy ktoś obecnie nieszukający pracy zdaje sobie sprawę z tego, z jakimi oszustami musimy się stykać? W ogłoszeniu pomijają istotne informacje, które wychodzą dopiero na ostatniej już rozmowie - jak np. cotygodniowe dojazdy po 100 km na własny koszt. Zatajanie informacji, że umowa jest tylko na zastępstwo, choć utrzymywano, że na czas nieokreślony, bądź ta pierwsza okazuje się nagle umową zlecenie a dopiero po okresie np 6mis zostanie zmieniona na umowę o pracę (uwzględniając rzecz jasna przy tym oczywiste okresy próbne, zgodne z kodeksem pracy). Podawane w ogłoszeniach stanowiska niejednokrotnie niczym mają się do okazującej się realności wykonywanych obowiązków -przykład? : rekrutacja na stanowisko "Asystentki kierownika ds. rozliczeń" okazuje się: -poszukiwaniem osoby, która podczas pokazu i sprzedaży pościeli, będzie dokonywać jej prezentacji, zajmie się spisywaniem umów sprzedażowych oraz systemem ratalnym ewentualnych klientów zainteresowanych taką formą zakupów. Na deser informacja podana między wierszami, że to wszystko podczas tz kilkudniowych delegacji służbowych na terenie całego kraju, gdzie wyraźnie w ogłoszeniu podkreślane jest miejsce pracy wskazujące konkretne miasto.
Zdarza się, że nowy szef uznaje też, że skoro to jego prywatna firma, pracownik musi załatwiać prywatne sprawy jego i jego rodziny - np. prezenty świąteczne dla teściowej, załatwianie rezerwacji prywatnych wyjazdów wakacyjnych dla rodziny szefa itp. Zdarza się równie często usuwanie pracownika z firmy, by zrobić miejsce dla znajomego, który potrzebuje pracy od zaraz. Po szybkim i profesjonalnym załatwieniu przez nowego pracownika wszystkich aktualnych braków czy potrzeb firmy, istnieje też reguła pozbywania się takowej osoby, gdyż staje się już niepotrzebna. Na to przyzwalają tz umowy czasowe, umowy śmieciowe a co za przyczynę faktyczną dosłownie ocenić można zbyt dobre wykonywanie swoich obowiązków.
To wszystko dotyka mocno pewnego rodzaju paranoi i kompletnego barku mojego zrozumienia.

    Chociaż mam już swoje lata, a właściwie trafniej ujmując, pomimo iż mam już swoje lata, notorycznie jestem zmuszana do tego, by się przekwalifikowywać i dostosowywać do wymogów wcale nie rynku a tego rodzaju w/w paranoi pracodawcy. Nigdy nie zostałam zwolniona ze względu na to, że byłam złym, niekompetentnym, źle pracującym nabytkiem, aczkolwiek opcji samego zwolnienia doświadczyłam min poprzez podanie powodów takich jak: - brak wolnego etatu w firmie (zatem byłam dotychczas bez etatowa?), zbyt duże nagłe wyniki sprzedażowe (im lepiej tym gorzej?).
Dlaczego jako osoba szukająca pracy bądź będąc zatrudniona -mam godzić się na złe warunki, złe traktowanie, nieterminową lub nieuczciwą płacę, zatajanie informacji, naginanie prawa, ryzyko pozbawienia uprawnień poprzez przymuszanie do wykonywania nadmiaru obowiązków lub tych do mnie nienależących? Czy jeżeli nie chcę wyrażać na to wszystko zgody, muszę być postrzegana jako ktoś migający się od pracy, nieuk czy leń na zasiłku odstający od rzeczywistości? Dlaczego tylko pracodawcy mogą stawiać warunki i podejmować decyzję o współpracy? Czy MY nie mamy prawa i możliwości stwierdzić, że z tą firmą i tymi ludźmi w takich warunkach nie mamy ochoty pracować?

Lęk o utratę posiadanej posady lub ten związany z pozyskiwaniem jej, z reguły bywa większy od szacunku do samego siebie, a jego brak, pozwala na dochodzenie do skrajności, które się znosi dla zachowania tz bytu.
Paradoksem w tym wszystkim staje się jednak fakt, że po kilku latach pracy w pewnego rodzaju paranojach i parodiowanych warunkach, człowiek przesiąknięty przyzwyczajeniem, uzależnieniem, wykorzystywaniem i innymi czynnikami, które w prost nazwać można za nienormatywne czy wręcz nieetyczne, wszelkie odniesienia czy zachowania pracodawcy zwyczajnie ludzkie, są mu na tyle obce, że aż dziwne i zaskakujące. Gdy ten w końcu trafia do firmy, gdzie zachowane są zasady, normy, legalność działań a pracownika traktuje się jak człowieka, dając mu zarówno obowiązki jak i prawa, umożliwiając mu dopiero ten tz normalny byt, to okazuje się nagle, że w tym trudno się odnaleźć.

Od początku roku byłam na 3 rozmowach kwalifikacyjnych. Zaproponowano mi 'posady'. Żadnej nie przyjęłam. Czy to mądre posunięcie w czasach rosnącego bezrobocia? Zapewne nie. Podjęłam jednak świadomą decyzję, że nie mam ochoty na współpracę z oszustami, na warunkach które nie dają mi stabilizacji i podstaw prawnych, bądź jeśli mam zawdzięczać tą pracę komuś, kto już na wstępie daje dwuznacznie do zrozumienia, że ta wdzięczność musi być rekompensująca owe poparcie mojej kandydatury. Nie boję się pracy ani jej charakteru ponieważ wykonuję każdą z jednakowym zaangażowaniem. Dlatego bynajmniej nie zgodzę się na namiastkę zatrudnienia, brak poczucia bezpieczeństwa,wykorzystywanie lub obietnice bez pokrycia.

Dlaczego mam nie wierzyć, że można lubić swoją pracę, wykonywać ją w miłej atmosferze i na uczciwych warunkach a scalając te elementy, dawać dzięki temu obopólną satysfakcję oraz zadowolenie i chęci do tej współpracy?

Wierzę w to nadal, mimo, że mam na to coraz mniej dowodów.


Łącząc wyrazy szacunku
galew9