sobota, 23 sierpnia 2014





Po co? Po co dla Nikogów? Bo po co dla mnie, to naprawdę mała inszość.

Ja tam mam tylko ciasną maskę u lica swego i czaje, z której to nory czerw wypełza. Wszystko czemuś służy, nawet "na robale" rutyna.  
Ja jestem wiedźma: bywam wierniejsza tekstom bardziej niż ludziom. Gdzie mam go znaleźć, ten tekst z sensem? Lirykę z tej łąki, co to pono ma żyć bez pokrzyw. Spotkać się może z agresją, więc skasowana na wstępie? Właściwie większość mojego pisania to jednorazówki.  

Podarowany wieloświat, to stracony bukiet.

Chyba gdzieś się zgubiły nasze intencje w rozmowie. 
Choć, rzekłabym, żal. l, gdyby mi "żal" z wiekiem coraz mniej się rozpraszał, hehe to, co jest z Twoim, tym spoza mnie, wg Ciebie warte sensu?

- Proszę już mnie więcej nie męczyć - za głupia jestem na takie mądre dywagacje.

Yhm. Czemu, zatem Pani sobie życzy męczyć mnie, bez względu na skutki, jeżeli prosi mnie Pani o spokój? Też jestem chyba za głupia na Pani obecność. Czemu zatem mam ją przyjmować jako sens? 

-Zaraz "męczarnie". Raczej poczucie asensu.   

Sens różnorodność, wielobarwności, sens szerokiej palety odcieni szarości, sens rozmaitości pomysłów na otaczający nas nonsens. 
Ożesz, mamracjonizm to chyba najbardziej mordercza sytuacja wyobraźni, jaką znam. Jak to w ogóle wytrzymuję bez szwanku? Próbuję to sobie wyobrazić i w każdej próbie się duszę na Dzikiego Maxa, hehe.

- Mamracje to jedyne jakie posiadam więc sobie je memłam i mamrocę, zapewne często racji nie mam, więc sobie sama wymyślam kontradykcje do własnych racji i znów mam rację.

A... no właśnie, więc tędy mam iść? To, czy może Pani mi powiedzieć, po co? Po co mam iść Pani drogą? 

- Proszę nie iść moją drogą - bo ja nie chodzę drogami, ja zawsze na skróty, na przełaj, na azymut, często donikąd.

Tak wygląda piekło...

Mam w moich archiwaliach bajkę o Nikogach. Nikoga w niej, to rodzaj włóczęgi. Żyjący w Pomiędzy. Mnie rzadko świtają myśli o publikacji w celulozie-takie pióro. Jednak, może... 
Jak Pani się podoba Nikoga, jako bohater baśni? I Włóczykij? Ktoś, kto jest wiecznie w trybie przypuszczającym. Pomiędzy tym wszystkim, co sobie wyobraża, a tym, czego wyobrażenie, jako wybuchającej realności, by go zabiło wcześniej niż Wilka u czerwonego kapturka.