poniedziałek, 6 lipca 2015





Poniedziałek z serii: -niech mnie ktoś przytuli !


Od świtu: w pracy- dwa auta z awarią w stylu 'nie daj się'. Przez co już po pracy - spóźniłam się na szkolenie, na które zaoferowałam swoją kandydaturę.
Nienawidzę wystawiać, zawodzić ludzi i się spóźniać. Gdzieś tam w miedzy czasie - pewna ostra pogawędka dotycząca powyższego rozchwiania planów -choć jak zwykle każdy oczekiwał czegoś innego, jakoś w tym przypadku z żadnej ze stron nie powiało kreatywnością. Po drodze - zgubiłam się we własnym mieście, zacięłam się w windzie, zapodziałam nieodwracalnie kupon lotka przez co wiec mam paranoję, że właśnie "grube coś" przechodzi mi koło nosa. W mieszkaniu czeka na mnie zimna, niedopita kawa, bałagan (czyli: pranie, sprzątanie, gotowanie i brak żarówki w lampie w sypialni) niewyprowadzony i stęskniony pies, dużo pracy papierkowej. Klienci.
Czeka mnie też wywiad z serii: jak się dziś czujemy, ile Pani zjadła, czy zażywa Pani, czy używa, czy miewa Pani a może wystąpiły u Pani - takkkk Pani Profesor, zaraz wystąpię z siebie i pokaże nowe oblicze! :/
Do tego piekielna gorącz z nieba - skraplam się. Na domiar tego pusta lodówka: -myśl pozytywnie - yyy... jest miejsce gdzie ochłodzić dupę?
Niewątpliwie czuję się przerośnięta.

-Marudzę. Tak, marudzę, no i co z tego, mam prawo!

By się więc odbuczeć, zjadam pól arbuza -czuję się nawodniona.
Teraz tylko zastrzyk motywatora, wiec powtarzam sobie:
Nie jesteś Wedlem żeby zadowalać, ani nie masz wehikułu czasoprzestrzeni by zdarzyć na czas jeśli to rozwiązanie ponadczasowe. 
Pokaż więc światu palec odpowiedni, szczerząc zęby w uśmiechu  (póki je jeszcze masz) i miej to wszystko w duszy poważaniu... 
-ej,..to DZIAŁA !