wtorek, 8 listopada 2011

JESTEM INNY TO NADAL ZNACZY GORSZY

       Gdy idę do mojej drugiej pracy, jest to zawsze odziane wielką niewiadomą co mnie w niej może spotkać. Dzieje się tak ponieważ, pracę tą wykonuję w towarzystwie wielu ludzi i 'ludzisk', co więcej nieodzownym tej posady jest kontakt z masowym klientem tego sklepu.
Widziałam więc już wiele rzeczy, słyszałam najbardziej ironiczne zarzuty czy oszczerstwa a non stop w tłumie usłyszeć można tragedie i banały różnych historii ludzkich, które wypływają z ust tych co stoją w kolejce do kasy, swoją drogą czasem niebagatelnie długiej.  Są też ludzie, którzy stoją jak słup soli wpatrzeni tylko na moje ręce, które kasują ich zakupy, jakby to one miały sprawić że coś będzie w tak lubianej przez wszystkich promocji lub miały zniszczyć ten jeszcze niezakupiony ich towar. Spotkać też jeszcze można innych, takich którzy wiedza wszystko lepiej i na wszystkim się znają. Największy jednak cichy ubaw mam z tych (Panów), którzy płacąc rachunek wyciągają z kieszeni zwój papierkowych nominałów jakoby mieli tego dużo i tak to po mafijnemu lekko … hehehehe umieram ze śmiechu bo wówczas, w większości takich przypadków kwota do zapłaty nie przekracza  50zł co jest najbardziej rozbrajające w takim geście zapłaty.

       Wczoraj jednak coś całkiem innego przykuło moją uwagę. W kolejce do kasy stała kobieta a w wózku był jej synek.  Kontem oka zauważyłam, że dziecko jest lekko upośledzone, nie tylko umysłowo co było wyraziste i nie trudne by ocenić lecz też ruchowo i fizycznie.  Im bliżej kasy tym bardziej widziałam, że matka była pod denerwowana.
Nas kasjerów przestrzegają by obserwować i umieć ocenić klienta zachowanie, ponieważ w zależności od tego można zdefiniować  np.  że ktoś coś ukradł lub stara się to zrobić. Dlatego oczy no około mojej głowy to w trakcie 6h pracy -normalne.
Kobieta coraz to ostrzejszym tonem i głosem zwracała uwagę temu synkowi o totalne bzdury, jednocześnie jakby chciała się z nim najlepiej gdzieś ukryć. W ogóle nie posądziłam ją o kradzież ani nic podobnego lecz dziwiło mnie tylko bardzo, dlaczego jest w takiej panice i co ją wywołuje. Chłopiec był zaciekawiony posuwającą się taśmą z jego soczkami, dlatego często wychylał główkę zza wózka i bacznie obserwował to zjawisko. W pewnym momencie jak już był całkiem blisko z nienacka odezwałam się słowem „akuku” i za tym odchyliłam głowę a ten zaczął się tak śmiać i cieszyć, że aż jego matkę unieruchomiło przez chwilę. Po skasowaniu pierwszego artykułu, na który wybrałam z taśmy jego lizak, wstałam od kasy i podałam chłopcu go do rączek, wówczas zobaczyłam jego powykręcane paluszki i całkiem zniekształcone dłonie, jakby kości śródręcza nie było. Nawet nie wiem jak on to chwycił i co lepsze jak sobie radzi z tym na co dzień lecz jakoś odruchowo wtedy pocałowałam mu tą rączkę. Jego matka widząc to zaczęła wówczas płakać. Nie widziałam co mam zrobić więc usiadłam i zaczęłam kasować dalej, na szczęście wielu ludzi w kolejce nie było, bym nie musiała do tego wszystkiego wysłuchiwać komentarzy w stylu co należy do moich obowiązków a co nie i że się obijam…  Pani płacze, ja kasuję, mały wpatrzony jest we mnie jak w obraz a klienci się zaczynają niecierpliwić i popychać delikatnie wózek tej kobiety by się przesunęła jeśli jest już kasowana, jakby mogli to jeszcze by najchętniej dodali że zamiast ryczeć by się pakowaniem zakupów zajęła. Kiedy skończyły się artykuły i rachunek został podsumowany, zaproponowałam tej Pani, że jej pomogę spakować towar do siatek, ponieważ widziałam, że jest nieco nie ogarnięta i rozkojarzona a faktycznie czas uciekał i nie mogła bym dalej obsługiwać innego klienta kiedy nie mam miejsca na ladzie. Kobieta podziękowała i odeszła.

Minęło kilka minut jednak jak wróciła. Poczekała gdzieś z boku, aż skończy się ruch i kolejki. Podeszła do mnie i zapytała: "-a Pani tak zawsze?' Na co odpowiedziałam, całkiem nie rozumiejąc pytania –to znaczy jak, bo nie rozumiem o co Pani pyta? "No tak z sercem na dłoni?" – usłyszałam dalej.  Uśmiechnęłam się na to i nie skomentowałam. Dodałam po chwili jednak coś co nieustannie chodziło mi po głowie. -'Proszę Pani, ma Pani dzielne i pogodne dziecko, proszę mi wybaczyć za to co powiem ale niech się go Pani nie wstydzi tylko będzie dumna z tego jak sobie świetnie radzi i jak lgnie do ludzi mimo iż pewnością ma już świadomości swojej odmienności. Powiem Pani więcej, te kilka sekund kiedy na niego patrzyłam uświadomiło mi jak dużym Syn Pani może być wzorem dla innych, dla tych którzy się np. boją.'  Kobieta po tych słowach normalnie rzuciła mi się na szyję i powiedziała, że nikt jej dotąd nie powiedział takich rzeczy i że to prawda, że od kiedy mały przyszedł na świat ona z mężem ukrywają go przed ludźmi nie dlatego, że sami się go wstydzą lecz dlatego, że inni ludzie albo współczują i litością swoją są bezduszni albo wytykają palcami już z daleka. W taki sposób chcą zaoszczędzić synowi przykrości i starają się go w ich mniemaniu chronić.

       To nieprawdopodobne, lecz tak, nadal jak widać w dzisiejszym świecie to się zdarza. Ludzie potrafią patrzeć i oceniać tylko przez pryzmat swojego końca nosa lub nie szczędzą krytyki słabszemu, gorszemu w ich odczuciu.  Nie sądziłam, że w kraju w jakim tyle mówi się o demokracji, o równouprawnieniu i tolerancji zarazem, nagłaśnia się spoty  w stylu „POPIERAM”, „AKCEPTUJE”  lub „JESTEM NA TAK” w styczności z banalną codziennością nie ma po nich śladu. Ludzie pokazowo demonstrują swoja aprobatę za np. współodczuwaniem, wypowiadają się słowami piękniejszymi od baśni lecz kiedy tylko wychodzą zaa swojego biurka stając się zwykłymi ludźmi zapominają już o swoich postulatach i okazują się już nie ze strony tych „świecących” a wręcz brudnych, szaraków ulicznych. Porównanie przytaczam specjalnie, gdyż odnosi się do sytuacji z popychanym wózkiem. Mężczyzna, który popychał wózek tej Pani w celu jakby przyspieszenia kolejki, na którą defakto tylko ja mam tak naprawdę wpływ jako kasjerka, był obecny Radny z Urzędu Miasta Poznania, którego zresztą maiłam kiedyś okazję poznać. I teraz ktoś mógłby obroną wykrzyczeć – zdanie dobre na wszystko –no cóż, każdy z nas jest przecież człowiekiem i nawet sam Papież nie jest święty. Ale ja takiego podsumowania z pewnością nie zastosuję. 'Nie świętość kolorami się mieni lecz blaskiem duszy w codzienności i nie świętym zostanie ten co w kościele wodą święconą trzy razy w tygodniu się kropi, lecz ten co tą woda skropli innych czoło i uzdrowi' – galew9.