czwartek, 15 listopada 2012
za co?!
Jeżeli za chwilę nie zmienię pracy to bardzo źle to się skończy... moje nerwy są na skraju wytrzymałości a poczucie wpienienia graniczy z cudem przetrwania !!!
Angażowałam się i przejmowałam, robiłam grubo po godzinach i czasem ponad siły prace, które nawet nie to że kobieta, ale po prostu nie do wykonania są fizycznie dla jednej osoby. Nie stanowiło to dla mnie problemu, bo chciałam żeby praca wykonana była dobrze i na czas - moje cholerne poczucie obowiązku !!! Wstawanie po nocach, załatwianie dokumentacji, użeranie się z urzędasami i formalistami odnośnie zezwoleń, planowanie, tworzenie pomysłów co by zrobić i jak żeby było dobrze, wykłócanie się o rabaty czy przedłożone okresy płatności a od jakiegoś czasu ciągłe tłumaczenie się przed wszystkimi za niewywiązywanie się mojej firmy z założeń i umów.
Nie ważne, to moje wybory ponieważ lubię sprawy zaczęte kończyć a i przykładać się do tego co robię, stad nie chce tu wypominać co i jak ale jedynie poprzez to podkreślić głęboki żal i niechęć jaką mam teraz w sobie.
Kiedy odpuściłam, bo już straciłam siły na walkę z próżnym w próżne, kiedy nikt ze "starszyzny" nie łaskaw był mi choć nawet odpowiadać na maile (zaznaczam, że pełnię niby stanowisko samodzielne ale ta nazwa ni jak odnosi się do czegokolwiek, tak więc prosić się muszę o dosłownie wszystko i na wszystko dla własnego dobra chcę też potwierdzeń), nie wspominając nawet o nieodbieraniu moich telefonów a finalnie o wyłączeniu kompletnie mojego nr służbowego, ..robiłam swoje i tylko swoje oraz tylko to co jest pod ręką, nie przejmując się (tz starając się nie przejmować) tym czego nie można zdziałać. Nic na siłę i bez ciężkich potów... zaczęłam przyjmować pozycję zachowawczą i na dystans. Dość! Bo kiedy przyszedł okres "żniwa" moich ost starań, pomysłów, napotykałam nieustanne trudności i zmuszona byłam do kolejnych tłumaczeń przed dostawcami.
Dziś kiedy przyszła oficjalna skarga przekierowałam tą interwencję do samej góry, osoby, która pełni funkcję mojego przełożonego a którego prosiłam 7 razy o załatwienie tej sprawy w terminie i bez zaniedbań wiedząc, jak istotna to kwestia, choćby dla mojego dobrego imienia jakim ręczyłam ale też kontaktów, nad którymi długo pracowałam, tak by były dobre relacje. Ważny klient zatem aż mi było zwyczajnie głupio, kiedy po raz 'enty', mimo iż upominałam się wiele razy wcześniej i stawiałam priorytet w załatwieniu dobrze tej sprawy, niestety okazało się inaczej.
Podałam więc w bezsilności osobie zainteresowanej nr tel mojego szefa, umiejętnie ale szczerze wymigując się jednocześnie ze złożenia sensownych wyjaśnień jakich ode mnie wtedy oczekiwano.
Reakcja góry - ooo wręcz natychmiastowa !
szef -SMS: -"Aga ! Za co Ty bierzesz wypłatę ? Bo jeśli za przekierowywanie na mój nr wszystkich spraw, to nie dobrze. Masz nr do kierowcy ? Masz. To sobie zadzwoń do niego i wyjaśniaj z nim dlaczego nie odebrał tego co miał i o co cała akcja"
... Oj, jak to przeczytałam to nie chciałby być nikt wówczas obok mnie !!! Odpowiedziałam po chwili bardzo uprzejmie jak na sytuację, która doprowadziła, że zapaliłam papierosa wychodząc z auta na mróz i zatrzymałam auto na rondzie !
-SMS odp: - opiszę dokładnie w mailu, za co ja powinnam pobierać wypłatę, bo szczegół w tym, że już od miesięcy jej nie mam ani pełnej, ani nie wypłacanej w terminie, nie wspominając ponadto o niezapłaconych zaległych składkach ZuS, jeśli tak niejasna jest wciąż kwestia wykonywanych przeze mnie obowiązków.
szef -SMS odp przyszedł o dziwo równie bardzo szybko: -"dobra, dobra już się nie unoś, napisałem tak tylko na przyszłość. OK?"
Tak się składa dziwnie, że kierowca, o którym szef wspomniał w sms'e przytoczonym powyżej jest od lat jego kolegą, który jeździ dla nas jako skoczek i tak się składa co więcej, że miał on być tylko na zlecenia 'mojej firmy', pilotowane oczywiście przez szefa, lecz okazuje się, że ten sam kierowca wykorzystywany jest również dla innych potrzeb drugiej firmy mojego szefa, stąd nie zawsze "ma czas" na moje zlecenia, np dostaje przerzut i musi jechać, bo to bezpośrednio mój szef go wysyła, zapominając wspomnieć tylko o tym jeszcze mi.
Nie chce mi się już nic więcej pisać, to żenujące i kompletnie bez prawa na przetrwanie. I chyba co więcej, im nawet na tym nie zależy!!! A przez 2 lata funkcjonuje to tylko właśnie dzięki mojej determinacji i samodzielnej bitwie jaką toczę na ogromnym polu walki co gorsza w ofensywie wroga jest sam mój szef.
Wydaje mi się, że firma moja została stworzona tylko by spełnić jednorazowe przesłanie, osiągnąć zakładany cel, wydać jakieś dokumenty i już, nikt nie spodziewał się, że będzie ona tak długo na rynku i tak wiele przetrwa, zostanie uznana za prężnie funkcjonującą instytucję pozarządową a teraz jest wręcz z tym problemem i robią wszystko by ogłosić upadłość, kiedy to ja stoję im na drodze własną upartością i zapałem oraz wiarą w to co robię. Tylko, że nikt nie potrafi być szczery i otwarcie powiedzieć swojego stanowiska właśnie dlatego, że jestem na to za uczciwa i nigdy nie pogodziłabym się z takim postępowaniem, krzywdzącym, niesprawiedliwym oraz nieuczciwym!
PARANOJA!!!
idąc do bankomatu po sedno sprawy- wypłatę:
szukam..
czekam..
a matki bożej pieniężnej jak nie było tak nie ma
