poniedziałek, 16 czerwca 2014

doświadczenie



(zainspirowana)
 

Od pewnego czasu przyjęłam wersję - co ma być to będzie 

Założenia:

- celem sprawdzenia czy tak można, czy się opłaca
- byłam już zwyczajnie zmęczona, co za tym idzie zniechęcona

Nie przejmuję się, nie stresuję (pozornie) i mam na prawdę 'gdzieś', to, na co zwyczajnie nie mam lub nie chce mieć wpływu... a nawet wygodniej jest go po prostu nie mieć. Zero inicjatywy, pomysłów, starań, zabiegania, myślenia na przyśpieszonych obrotach - by zdążyć. Świat się kręci sam. Czekam na samoistny rozwój wydarzeń a odpowiedzialność za nie najlepiej przerzucić na kogoś.

Co się zmieniło a co nie:

- nadal jestem i byłam samowystarczalna, nie proszę się o nic nikogo
- ci sami ludzie, miejsca, rzeczy
- nadal jem to samo,  pijam to samo, ubieram się tak samo i wyglądam też tak samo

- wszystko dookoła mnie, jest takie samo, tylko jakby poza mną, dla mnie niedostępne

- jednak jestem wyautowana - czuję się niepotrzebna i bezużyteczna
- wpadam w większe i częstsze doły, bo nie mam skąd i z czego czerpać energii ani przykładów by się motywować
- czuję, że ten stan mnie pochłania, bo jest wygodny, jednak nasila moje lęki i powoli tracę kontrolę nad tym. 
- myślę więcej "niż ustawa przewiduje"

      Zamykam oczy, uszy... idę sobie gdzieś, tam gdzie chcę i tak jak chcę, nie zawracam, nie cofam się... nie widzę, nie słyszę ale żyję i trwam... ot tak, po prostu. 

Zwracam uwagę na ludzi ale ich nie czuję. Rozmawiam z nimi ale nie skupiam się na ich potrzebach ani nastrojach. Staję się coraz bardziej obojętna i zimna. Ktoś jest obok ale jakby bez większego znaczenia to dla mnie, bo nie przywiązuje się. Ignoruję wszelkie próby dotarcia do mnie -irytuje mnie wręcz, kiedy ktoś nadmiernie nade mną się skupia. Na pytania odpowiadam krótko, sama pytam nie wiele. Nie chce wiedzieć, po prostu mnie to nie dotyczy więc nie interesuję się niczym co wykracza poza moje myślenie i mój punkt widzenia. Paradoksem jest to, że przy tym, coraz więcej rozmyślam, oskarżam, staję się antypatyczna przede wszystkim wobec siebie, aczkolwiek nie jest to obojętne też wobec moich najbliższych. 

Niezauważalnie omijam, tak naprawdę wszystko co coś warte, na rzecz coraz większej szarości i monotonii.

Po kilku miesiącach zauważam, że to wcale nie jest lepsze, prostsze bądź trafne do końca rozwiązanie. 


Mam to szczęście, że doświadczyłam obu etapów, stąd dziś mogę wybrać w jakim czuję się znacznie lepiej i pewniej. Nie każdy jednak może sobie pozwolić na taki dystans do samego siebie, który umożliwi zrozumienie struktury, znaczenia, zależności: bycia, odczuwania, przeżywania, który da spróbować życia innego, dotąd niepojętego. Wyjść na chwilę poza schematyzm działania czy myślenia.
Mnie się udało. Dzięki temu widzę różnicę, dostrzegam granice, umiem wybrać. Wykształtowałam swój światopogląd i wiedzę na temat tego czego chcę oraz drogę jak mam to osiągnąć.

Dążenia - korekta zmian:

Potęga teraźniejszości. Żyć chwilą, tym co jest, lecz z założeniem i planem na jutro. Dążyć do tego, by było dobrze i nie zakładać złego! Umieć się cieszyć tym co się ma i tym co jest, a wtedy jest bardziej niż pewne, że to jutro też takie będzie. Jak się coś nie uda, to się nie uda ale przynajmniej spróbowałam -bo chciałam, a teraz idę dalej, bo życie mam jedno i czeka mnie coś nowego, innego. Doprowadzać do okoliczności, w których nie można mieć sobie nic do zarzucenia, sumienie czyste oraz wyczerpane możliwości czy szanse.

Rezultat:   

     Świat się być może sam kręci ale to co mamy i jak mamy, zależne jest przecież tylko od nas samych. Na innych wpływu nie mamy, lecz mamy na siebie i tylko od siebie należy wymagać.
Przecież to my sami kreujemy naszą rzeczywistość. Nie ważne jak było i co było, ważne to, co jest i będzie. Mam dość smutku, który pojawił się w pewnym momencie i zaczął mnie pochłaniać, aż całkiem przysłonił mi oczy - straciłam przez to wystarczająco wiele i w dużej mierze nie jestem w stanie już tego odzyskać, za to wiem przynajmniej, że mam wpływ na to by więcej nie zaprzepaścić, nie zawieść. Stało się tak chyba z braku miłości, akceptacji ale to była moja wina, bo sama się na nią zablokowałam.  
Pozbywam się właśnie tej wewnętrznej blokady, która nie pozwalała mi się cieszyć i śmiać. Nadszedł moment, w którym odczuwam potrzebę otwarcia się na życie i ludzi. Nie boję się już, chcę być szczęśliwa, spokojna, pozytywna.
To nie chodzi o to, by szaleć i być świrem nr.1, chcę po prostu doceniać i zauważać to co mam i to co jest w około mnie. Przestać zadręczać głowę zbędnymi myślami, zatruwać sobie umysł i serce. 

Żyć tak z dnia na dzień, bez zaangażowania, to taka zaślepiająca wegetacja. Pozornie wydaje się być wszystko bez zmian a w gruncie rzeczy, to tylko takie życie chwilą, bez planu, bez marzeń, jakby bez jutra. To znaczy, że bez ryzyka? O nie! Ze znacznie większym ryzykiem porażki, bez możliwości prawdziwego zabezpieczania się przed nią - przed utratą siebie!
Przecież jeśli się nie angażuję to tracę - tracę moc przeżywania, odczuwania, tracę szansę na bliskość z drugim człowiekiem a z czasem, na dłuższą metę, staję się samotna -okropne uczucie. To moment, w którym można zawrócić, to jak dotknąć dna, od którego można się odbić ale wpierw trzeba to zrozumieć.


-----------------------------------------------------------------------------------------------

Co robić z uczuciami? Co robić z sercem? Co z emocjami? 
Dziecko zamknięte w samochodzie umarło. Dziecko zabite na drodze. Dziecko porzucone. Dziecko bite. Dziecko zabite przez rodziców. Zabite przez matkę. Gwałcone przez ojca. Konkubenta matki. Opiekuna. Dziecko samotne. Dzieci katowane. Upokarzane. Głodne. Dzieci bezradne. Niechciane. Dzieci chore. Nie można z tym żyć. Nie można zapomnieć. Ani na chwilę. Co myślały, co czuły? Jak były przerażone. Czy się ratowały? Wyobraźnia zabija. Nie można sobie poradzić. Przerażenie paraliżuje. Przekracza pojemność mózgu, serca, granice wytrzymałości organizmu. Bezradność i samotność wśród ludzi. Wśród dorosłych. Bezmyślnych, okrutnych, złych, głupich, zajętych sobą, samolubnych. Nie można uwierzyć. Chce się wyć. Do szaleństwa. Jak zapomnieć? Staroświecko pęka serce. Tylko płacz przynosi ulgę.