Na parapecie okna
stał dzban, siwo malowany.
taki wiejski z gliny wypalany
.
Pukam w niego -głuche echo gada,
tak trochę po rusku? -nie nada, nie nada.
Pamięta on czasy sielskiej wsi, sprzed wojny...
glapi się we mnie
oczyma słowiańskiej dziewuchny
i tęskni.
Czasem rosą zapłacze o świcie
-czy jeszcze kiedyś, ciebie zobaczę?
Dzbanie wiekowy,
co ci przychodzi do tej pustej głowy?
Twoje miejsce jest tutaj
nie widzisz- od lat nic się nie zmienia.
Zadrżało dzbana gliniane ciało -rozpadło w kawałki,
mleko się wylało.