piątek, 6 lutego 2015

SEJMOJADKA


słowo o:  
„Konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”


     

     Konwencja ma chronić kobiety przed wszelkimi formami przemocy oraz dyskryminacji; oparta jest na idei, że istnieje związek przemocy z nierównym traktowaniem, a walka ze stereotypami i dyskryminacją sprawiają, że przeciwdziałanie przemocy jest skuteczniejsze. O ratyfikowanie konwencji apelowały organizacje kobiece broniące praw człowieka oraz pomagające ofiarom przemocy. Krytykowały ją organizacje prawicowe uznając, że tylnymi drzwiami wprowadza do kraju ideologię gender i podważa tym rolę rodziny.

To, co działo się w Sejmie, to jakiś skandal. Okazuje się, że bliżej nam do Państwa Islamskiego, niż do Europy...

W Sejmie prawica mówi o "mordowaniu cywilizacji". Czyli katowanie żon i krajanie dzieci tasakiem oraz przechowywanie ich w beczkach, słoikach czy zamrażalnikach są przejawem ucywilizowania!?

Konwencja przyjęta! Pierwszy plus dla premier Kopacz.

Według jednak hierarchów kościoła katolickiego, konwencja przyjęta dziś przez Sejm RP "ogranicza suwerenne kompetencje Polski w sprawach etyki i ochrony rodziny..." ponoć też zmierza do wyeliminowania "wszelkich zwyczajów zakorzenionych w polskiej rodzinie". Nasuwa mi się wiec pytanie: -czy zwyczajem polskim jest ksiądz pedofil lub kapłan biznesmen a może siostra zakonna zakopująca w ogródku przyklasztornym ciało niemowlaka? Nie, to nie są wysublimowane przykłady "z epoki" lecz coraz to bardziej powszechne zjawiska upubliczniane wobec wolności słowa, przerywając w ten sposób więzy milczenia tejże epoki.
Jednak cytując słowa biskupa Pieronka, tragizmu w nich się jakoś nie doczytuję: -"Będzie z tym wielki kłopot"- powiedział. W jego opinii: -"konwencja pisana jest przedziwnym językiem", -"Przeżyłem nazizm, komunizm, przeżyję i genderyzm" - dodał bp Pieronek

Wypowiedzi posłów przeciwnych przyjęciu wspomnianej ustawy wyrażającej zgodę na ratyfikację, były tyradą absurdu. Trzeba było rzeczywiście mieć dużo złej woli w tej kwestii, żeby głosować przeciw. Ugrupowanie PiS przekonywało, że konwencja zwiększy przemoc wobec kobiet, ponieważ nie chodzi w niej o przeciwdziałanie temu zjawisku, ale o "przemodelowanie ideologiczne społeczeństwa". Im chyba  przede wszystkim chodziło o to, że konwencja ta w ich rozumieniu, wykazuje możliwość zachwiania stereotypowego myślenia o rodzinie jako o modelowej formie tej rodziny: 'tatuś i mamusia z dzieckiem" (na fotografii i w księdze parafialnej -sarkazm, któremu wprost nie mogłam się oprzeć), poprzez dopuszczenie w dokumencie owym słowa 'gender' a co w tł. dosłownym oznacza: -płeć. Idąc tokiem ich myślenia, to upraszcza podejście do akceptacji związków partnerskich. W żaden sposób nie miało i mieć nie powinno, to związku, z danym przedmiotem sprawy a już tym bardziej z formą przemocy o jakiej była to mowa. Ponadto, fanatyzm tej kwestii w przejawach niektórych mandatowców, jest tak rażąco brutalny, że obawiam się, iż to ich samych strach się bać znacznie bardziej, niż całej gromady genderowców uznających nieformalny schemat rodzin a wykazujący swoim postępowaniem poziom odpowiedzialności społecznej i dojrzałości emocjonalno uczuciowej znacznie wyższy, niż ich cała banda 'na stołkach', niemająca pojęcia o tym, czym jest i co stanowi "model rodziny zdrowej".

Co do Pani Premier, ma też ona duży minus za to, że wbrew złożonym obietnicom, posłowie tej kadencji nie zajmą się już projektem ustawy o związkach partnerskich.